Ronen Bergman – żydowski nacjonalista i kłamca, specjalista od Mossadu i propagandy

Powyższa historia ma się nijak do konferencyjnej bajeczki, bo jakim cudem i za co, mniej niż pięcioletnia dziewczynka, mogła dostać przed wojną nagrodę od Polskiego Ministra Edukacji? Pomijam litościwym milczeniem fakt, że nagle Polaków zmienili Niemcy, a pięcioletnie dziecko nasłuchiwało po nocach, co mówią polscy sąsiedzi. Na dokładkę pięcioletnia dziewczynka wykopała grób dla dorosłego mężczyzny… w zimie. Nie budzi za to najmniejszych wątpliwości, że żydowski fanatyk Ronen Bergman nie tylko bezczelnie łże, ale robi to na wyjątkowo niskim poziomie, nie dbając o najbardziej podstawową spójność przekazu, która nie wywołuje zażenowania. Raz matka ucieka przed Polakami, innym razem przed Niemcami, raz jest dorosłą laureatką nagrody ministra, innym razem pięcioletnim grabarzem. Dlaczego tak postępuje i w ogóle się nie martwi, że zostanie zdemaskowany? Tu dochodzimy do sedna!

Pan Ronen Bergman to klasyczny produkt izraelskiego nacjonalizmu i fanatyzmu, opartego na pogardzie do wszystkich i wszystkiego, co nie żydowskie. On sam następująco definiuje ideologię żydowskich nacjonalistów i sens istnienia państwa Izrael:

Po pierwsze, zawsze znajdzie się goj, który chce nas zabić. Po drugie żaden goj nam nie pomoże. Będą stać z boku, skoro nie pomogli za pierwszym razem. Po trzecie, powinniśmy zrobić wszystko, aby mieć bezpieczną przystań, mieć ojczyznę, mieć Izrael i bronić go za wszelką cenę.

Źródło: https://www.npr…

Zwracam szczególną uwagę na słowa „żaden goj nie pomoże” i „zawsze znajdzie się goj, który chce nas zabić”. Pierwsza cześć to oczywiste kłamstwo i bzdura, do zweryfikowania choćby w Yad Vashem, a druga to już klasyczne dla żydowskich ideologów polowanie na jednego goja, żeby z całego narodu gojów zrobić morderców. Na konferencji w Monachium żydowski fanatyk Ronen Bergman spłodził taką oto rzewną i pełną kłamstw historyjkę.

Moi rodzice urodzili się w Polsce. Moja matka otrzymała przed wojną nagrodę od ministra edukacji narodowej. Później zaczęła się wojna i część rodziny zginęła. Ich polscy sąsiedzi wydali ich gestapowcom, a moja matka uratowała niektórych, bo podsłuchała nocną rozmowę, podczas której Polacy donosili na Żydów do gestapo. Po wojnie moja matka przyrzekła, że nigdy nie wypowie ani słowa po polsku.

Wszystko mogłoby się zgadzać, gdyby ta historia dotyczyła dorosłej kobiety albo chociaż dorastającej dziewczyny, ale w innym miejscu Ronen Bergman, tak pisze o swojej matce:

Jutro Izrael obchodzi Dzień Pamięci o Holokauście, aby upamiętnić ludobójstwo narodu żydowskiego, w którym zamordowano większość członków mojej rodziny. Moja matka, niech jej pamięć będzie błogosławieństwem, musiała pogrzebać ojca na śniegu, cicho, żeby hitlerowcy ich nie znaleźli. Miała wtedy pięć lat.

Źródło: https://www.yne…

Powyższa historia ma się nijak do konferencyjnej bajeczki, bo jakim cudem i za co, mniej niż pięcioletnia dziewczynka, mogła dostać przed wojną nagrodę od Polskiego Ministra Edukacji? Pomijam litościwym milczeniem fakt, że nagle Polaków zmienili Niemcy, a pięcioletnie dziecko nasłuchiwało po nocach, co mówią polscy sąsiedzi. Na dokładkę pięcioletnia dziewczynka wykopała grób dla dorosłego mężczyzny… w zimie. Nie budzi za to najmniejszych wątpliwości, że żydowski fanatyk Ronen Bergman nie tylko bezczelnie łże, ale robi to na wyjątkowo niskim poziomie, nie dbając o najbardziej podstawową spójność przekazu, która nie wywołuje zażenowania. Raz matka ucieka przed Polakami, innym razem przed Niemcami, raz jest dorosłą laureatką nagrody ministra, innym razem pięcioletnim grabarzem. Dlaczego tak postępuje i w ogóle się nie martwi, że zostanie zdemaskowany? Tu dochodzimy do sedna!

Cała akcja jest popisowym zagraniem żydowskich środowisk, obojętnie, jakich głupstw naopowiadał Ronen Bergman i jak mądrze odpowiedział Mateusz Morawiecki, w świat ma pójść przekaz, że goje z Polski to antysemici. Nikt, poza „oszołomami”, żadnych faktów sprawdzał nie będzie, jest to tylko i wyłącznie cyniczna gra również na grobie matki. Wszystko dla kariery, pieniędzy i na zamówienie żydowskiego nacjonalizmu, który chce wyrwać od polskich gojów miliardy dolarów. Z tych i wielu innych przyczyn rzeczowy dialog z Żydami nie ma najmniejszego sensu, oni nie odpuszczą Polsce dopóki nas nie upokorzą i nie wydobędą pieniędzy za „utracone mienie”. Jedyna odpowiedź, to twarda walka propagandowa, przy każdej okazji trzeba robić dokładnie to, co zrobił Mateusz Morawiecki, mówić o zbrodniach niemieckich, żydowskich, rosyjskich i Polsce, która jest ofiarą.

Matka Kurka

A swoją drogą…czy Polska posiada jakieś służby wywiadowcze, które zdiagnozowałyby niebezpieczeństwo ataku tego mossadowskiego Bergmana? Przecięż jego atak na konferencji można było przewidzieć i np. przygotować do rozdania książkę p. Hannah Arendt  pt. „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła” i przy okazji zacytować jej fragment:

„Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w  unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii. Wiedziano o  niej wcześniej, ale wszystkie związane z  nią podniosłe i  nikczemne szczegóły po  raz pierwszy wydobył na  jaw dopiero Raul Hilberg, o  którego książce The Destruction of  the European Jews wspomniałam wcześniej. W  kwestii współdziałania nie było żadnych różnic pomiędzy wysoce zasymilowanymi społecznościami Żydów środkowo- i  zachodnioeuropejskich a  mówiącymi po  żydowsku masami na  Wschodzie.

Zarówno w  Amsterdamie, jak w  Warszawie, w  Berlinie tak samo jak w  Budapeszcie można było mieć pewność, że  funkcjonariusze żydowscy sporządzą wykazy imienne wraz z  informacjami o  majątku, zagwarantują uzyskanie od  deportowanych pieniędzy na  pokrycie kosztów ich deportacji i eksterminacji, będą aktualizować rejestr opróżnionych mieszkań, zapewnią pomoc własnej policji w  chwytaniu i  ładowaniu Żydów do  pociągów, na koniec zaś – w  ostatnim geście dobrej woli – przekażą nietknięte aktywa gminy żydowskiej do  ostatecznej konfiskaty.

Rozprowadzali żółte gwiazdy, niekiedy zaś – na  przykład w  Warszawie – „sprzedaż opasek zamieniła się w  normalny interes: oprócz zwykłych płóciennych można było zakupić wymyślne zmywalne opaski z  plastyku”. Na  podstawie inspirowanych, ale nie dyktowanych przez nazistów manifestów, które funkcjonariusze ci  ogłaszali, możemy się przekonać-jeszcze dzisiaj -jak wielką rozkosz sprawiała im nowo pozyskana władza: „Centralna Rada Żydowska otrzymała prawo wyłącznego dysponowania wszelkimi dobrami duchowymi i  materialnymi Żydów – a także wszelką żydowską siłą roboczą” – czytamy w pierwszym obwieszczeniu rady budapeszteńskiej. Wiemy, jak czuli się funkcjonariusze żydowscy, kiedy przekształcili się w  narzędzie mordu – czuli się jak kapitanowie, „których okrętom groziło zatonięcie, a mimo to  zdołali bezpiecznie dopłynąć do  portu, wyrzuciwszy znaczną część cennego ładunku”, albo jak wybawcy, którzy „za  cenę stu ofiar uratowali tysiąc ludzi, za  cenę tysiąca – dziesięć tysięcy”.

Prawda była jeszcze bardziej ponura. Działający na  Węgrzech dr  Kastner uratował na przykład dokładnie 1684 osoby za cenę około 476 tysięcy ofiar. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby odbierać od  funkcjonariuszy żydowskich przysięgę o  zachowaniu tajemnicy. Z  własnej woli stali się oni „nosicielami tajemnicy”, już to  po  to, by  zagwarantować spokój i zapobiec panice -tak było w wypadku doktora Kastnera -bądź też ze  względów „humanitarnych” – na  przykład dlatego, że  „żyć w  oczekiwaniu śmierci przez zagazowanie byłoby jeszcze trudniej” – tak było w  wypadku doktora Leo Baecka, byłego naczelnego rabina Berlina, który zarówno w  opinii Żydów, jak i  nie-Zydów uchodził za  „żydowskiego fuhrera”.

Podczas procesu Eichmanna jeden z zeznających świadków wskazał na skutki podobnego „humanitaryzmu”: ludzie dobrowolnie zgłaszali się na deportację z Terezina do  Oświęcimia, a  tych, którzy usiłowali powiedzieć im  prawdę, nazywali „obłąkanymi”. Doskonale pamiętamy twarze żydowskich przywódców z  czasów hitlerowskich, poczynając od Ghaima Rumkowskiego, prezesa Rady Żydowskiej w  Łodzi, zwanego Chaimem I, który wprowadził do  obiegu banknoty noszące jego podpis oraz znaczki pocztowe ze  swoją podobizną i  kazał się wozić zdezelowaną karetą, poprzez Leo Baecka, człowieka wykształconego, dobrze ułożonego, który sądził, że  policjanci żydowscy będą „łagodniejsi i  bardziej przydatni” i  „uczynią męki znośniejszymi” (gdy w istocie byli oni, rzecz jasna, brutalniejsi i trudniej przekupni, bo mieli o  wiele więcej do  stracenia), kończąc na  garstce tych, którzy popełnili samobójstwo, jak choćby dam Czerniaków, prezes warszawskiej Rady Żydowskiej, który nie był rabinem, tylko niewierzącym, mówiącym po polsku żydowskim inżynierem, a mimo to nie zapomniał – jak widać – rabinackiej maksymy: „Niechby cię zabili, lecz ni  posuwaj się poza ustaloną granicę”.

 

This entry was posted in Aktualności, Uncategorized. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *