CELEM TOCZONEJ BITWY, BĘDZIE DEGERMANIZACJA MEDIÓW W POLSCE.

Barbarzyńcy i ludzkie zwierzęta dzierżyły stery Polski, a dzisiaj stanowią totalną opozycję, która w sposób wyjątkowo zdradziecki wspiera Niemców i sterowaną przez nich Komisję Europejską w politycznym nękaniu Polski. Oni wolą być nadzorowani i kontrolowani przez obce państwa niż przez polski naród za pomocą kartki wyborczej. Oni własny naród zdradzili, idąc na służbę obcym. To oni robią wszystko, aby obalić obecny rząd i powołać taki, który wiernie będzie służył interesom Berlina.

Wakacje nieuchronnie zbliżają się ku końcowi i trzeba powiedzieć, że w polskiej polityce nie był to sezon ogórkowy. Co nas czeka po wakacjach? Według zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, ogłoszonych w TV Trwam, już jesienią odbędzie się wielka batalia, której celem jest repolonizacja mediów. Toczona ona będzie pod hasłem dekoncentracji kapitału w mediach, aby już na starcie utrudnić lewactwu oskarżenia i donosy za granicę o szerzącym się w Polsce pod rządami prawicy „skrajnym nacjonalizmie”. Gdybyśmy żyli w poważnym kraju z normalną opozycją, gdzie nie ma zewnętrznych partii politycznych uwieszonych u klamek zagranicznych mocodawców, to rządzący mogliby sprawy nazywać po imieniu i ogłosić wszem i wobec, że celem toczonej bitwy będzie degermanizacja mediów w Polsce. Celowo wprowadzam termin „degermanizacja”, aby rozzłościć tych, którzy za każdym razem pukają się w czoło, kiedy piszę, że od lat jesteśmy poddawani wielkiej fali germanizacji. Nieporozumienie wynika stąd, że większości z nas termin germanizacja kojarzy się z zaborem pruskim i strajkiem polskich dzieci we Wrześni w latach 1901–1902, które nie chciały modlić się i uczyć religii po niemiecku. Tymczasem współczesna germanizacja to starannie zaplanowany proces wynaradawiania Polaków bez jakiegoś topornego i prymitywnego przymusu edukacyjnego czy administracyjnego. Temu właśnie służą niemieckie media w Polsce, które od lat sączą i z pozoru w zupełnie dobrowolny sposób wtłaczają w nasze głowy zabójczą ideologię wymierzoną w państwa narodowe oraz forsują niemiecki punkt widzenia. Robią to niczym wprawieni szulerzy i specjaliści od gry w trzy karty, którzy podmieniają nam polską rację stanu na niemiecką, wmawiając, że to, co dobre dla Berlina, jest jeszcze lepsze dla Warszawy. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku realizowany jest plan wypłukiwania z nas polskości, a niemiecka polityka historyczna, ściśle skoordynowana z żydowską, od wielu lat próbuje przerzucić odpowiedzialność za drugą wojnę światową i Holokaust na Polaków.

Podwójne wyborcze zwycięstwo prawicy bardzo mocno spowolniło ten groźny proces poprzez wprowadzenie prawdziwej polityki historycznej oraz nie tyle krzewienie patriotycznych postaw Polaków, ile rozbudzenie tych wielkich pokładów patriotyzmu, które zawsze w Polakach tkwiły. Znajdowały się one jednak pod stałym ostrzałem lewackiej artylerii z systemami naprowadzania ognia zainstalowanymi nie tylko w Berlinie, ale także przy ulicach Czerskiej i Wiertniczej. Siłę lewackiej kanonady wyraźnie zneutralizowały także patriotyczne media i bez sztucznej skromności powiem, że „Warszawska Gazeta” miał w tym swój wcale niemały udział. Nie znamy jeszcze treści ustawy ograniczającej udział obcego, głównie niemieckiego kapitału w mediach, a już ze strony totalnej opozycji podnoszą się głosy w obronie „wolności mediów” w Polsce, z których jasno wynika, że działające w Polsce partie zagraniczne uważają, że wolne media w naszym kraju mamy tylko wtedy, kiedy są one niemieckie. Nie wiemy też, czy kiedy już ustawa trafi na biurko Andrzeja Dudy, nagle nie zadzwoni do niego Angela Merkel i nie odbędzie z nim 45-minutowej rozmowy, po której dowiemy się o kolejnej „suwerennej” decyzji prezydenta o wecie. Żeby ukazać różnicę między państwem poważnym a polską republiką bananową już od przeszło dziesięciu lat przywołuję niemiecki przykład, który w bardzo jaskrawy sposób ukazuje, czym różnią się prawdziwe elity od tych pseudoelit III RP, które nie wyobrażają sobie egzystowania bez zagranicznych nadzorców.

W 2005 r. kapitały amerykański i kapitał brytyjski przejęły niemiecki dziennik „Berliner Zeitung”, wydawany w nakładzie 190 tys., co jak na niemieckie warunki nie jest czymś powalającym. Wydawałoby się, że w kraju, w którym udział obcego kapitału w mediach jest bliski zeru, można było na to machnąć ręką. Jednak nie w poważnym państwie, jakim są Niemcy. Za Odrą zaczęto bić na alarm. Politycy, dziennikarze, autorytety od prawa przez centrum do lewa w alarmistycznym tonie przestrzegali, że oto teraz zagranica będzie tresowała niemiecką opinię publiczną, narzucając jej obcy, a więc szkodliwy punk widzenia. Po trwającym rok histerycznym zgiełku gazeta znów znalazła się w niemieckich rękach.

A teraz wracając na polskie medialne podwórko, a w naszym przypadku raczej niemieckie pastwisko, posłuchajmy, jak w 2008 r. na antenie Radia Zet wątek w dyskusji dotyczący repolonizacji mediów podsumowała Monika „Stokrotka” Olejnik: Cieszę się, że politycy PO i SLD pokazali, że nie widzą nic złego w tym, że media są zdominowane przez kapitał zagraniczny. Tak właśnie, Drodzy Czytelnicy, wygląda różnica między mentalnością gospodarzy a mentalnością pastuchów i parobków, którzy panicznie boją się dzisiaj sytuacji gdy rząd do tego stopnia ograniczy wpływy ich zagranicznych mocodawców, że nikt już ich nie najmie do nadzorowania polskiego stada. Dlatego opowiadając się za kontynuowaniem akcji germanizacyjnej, będą z całych sił darli gęby pełne frazesów o zagrożeniach dla wolności i pluralizmu w mediach.

Jak w III RP likwidowało się polskich wybitnie uzdolnionych przedsiębiorców, którzy nikogo nie przekupując, mieli czelność wybić się na samodzielność i odnosić sukcesy w uczciwy sposób? Ukazał to film Ryszarda Bugajskiego „Układ zamknięty”, oparty na autentycznych wydarzeniach. Do akcji wkracza prokuratura fabrykująca fałszywe zarzuty, urzędy skarbowe paraliżujące działalność niekończącymi się kontrolami, a wszystkiemu temu towarzyszy odstraszający klientów i kontrahentów czarny PR. W ten sam sposób wobec Polski działają dzisiaj Niemcy, wykorzystując do tego nie tylko zainstalowane w Polsce swoje media, ale i wynajętych pastuchów z Komisji Europejskiej, takich jak alkoholik Juncker i jego zastępca Timmermans, ogłoszony przez szmatławiec Michnika „Człowiekiem Roku”. Jest to wyjątkowo brudna i nikczemna polityka nieustannego nękania, mająca doprowadzić ofiarę do psychicznego załamania, kapitulacji i złożenia broni. Każdy pretekst jest dobry, czy to będą drzewa w puszczy, reforma sądownictwa czy wiek emerytalny kobiet. Z kolei totalna opozycja już nawet nie używa żadnych kamuflaży i zupełnie otwarcie opowiada się przeciwko należnym Polsce reparacjom wojennym oraz za całkowitą dominacją kapitału niemieckiego w polskich mediach. Nie wierzę, że te około 30 proc. popierających w sondażach PO i Nowoczesną, to tacy sami folksdojcze jak politycy tych ugrupowań. Część zdezorientowanych ludzi po prostu uległa wrogiej Polsce propagandzie, do której zaprzęgnięto te wszystkie tępe i infantylne jandy, ostaszewskie, cieleckie, stalińskie i stuhry. Nie wierzę, że aż tylu Polaków świadomie opowiadałoby się za kapitulacją i całkowitym podporządkowaniem się Berlinowi. Jest jeszcze pewna ciekawostka demaskująca tak naprawdę istotę dzisiejszej UE. Totalna opozycja wrzeszcząc, że podnoszenie kwestii niemieckich reparacji doprowadzi do Polexitu, czyli wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej, sama przyznaje, że Unia nie jest już wspólnotą i dobrowolnym związkiem 28 demokratycznych państw, ale organizacją ściśle podporządkowaną państwu niemieckiemu, w której króluje już tylko szantaż, zastraszanie i stosowanie podwójnych standardów.

Tylko z pozoru na chwilę odbiegnę od tematu. Bardzo poruszyło mnie publiczne wystąpienie pani Marioli Karwety, wdowy po poległym pod Smoleńskiem admirale Andrzeju Karwecie, w którego trumnie podczas ekshumacji w workach na śmieci znaleziono szczątki aż ośmiu innych osób. Moim zdaniem mottem wystąpienia wdowy po admirale były te słowa, które zacytuję z pamięci: Archeolodzy na podstawie odnajdywanych ludzkich pochówków są w stanie określić, kiedy przestaliśmy być zwierzętami i staliśmy się ludźmi. Co powiedzieliby, natrafiając na smoleńskie pochówki zorganizowane przez państwo, które podobno zdało egzamin?
Nie ulega wątpliwości, że na podstawie przyszłych archeologicznych odkryć zwolennicy teorii ewolucji musieliby uznać 2010 r. jako przełomowy dla ludu nad Wisłą, który z niewiadomych przyczyn cofnął się z powrotem do małp, czyli zwierząt. To właśnie tacy barbarzyńcy i ludzkie zwierzęta dzierżyły stery Polski, a dzisiaj stanowią totalną opozycję, która w sposób wyjątkowo zdradziecki wspiera Niemcy i sterowaną przez nich Komisję Europejską w politycznym nękaniu Polski. Oni wolą być nadzorowani i kontrolowani przez obce państwa niż przez polski naród za pomocą kartki wyborczej. Oni własny naród zdradzili, idąc na służbę obcym. To oni robią wszystko, aby obalić obecny rząd i powołać taki, który wiernie będzie służył interesom Berlina. Dlatego wracając do wspomnianego na początku patriotycznego strajku uczniów we Wrześni, przypomnę anonimowy wiersz jednego z nich. Wiersz po upływie ponad wieku jest ciągle aktualny.

My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,

lecz „Vater unser” nie rozumiemy
i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,
boś Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz.

Mirosław Kokoszkiewicz „Warszawska Gazeta”

This entry was posted in Aktualności. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *