PROF. TOMASZ PANFIL: ORZEŁ BIAŁY W KORONIE Z KRZYŻEM! PRZECZYTAJCIE ZNAKOMITY WYWIAD

Panie profesorze, zacznę od krótkiej informacji, którą można było przeczytać na niemiecko-szwajcarskim Onecie: Setna rocznica odzyskania niepodległości ma być okazją do rewolucji w polskich symbolach narodowych. Należy spodziewać się zmian barw na fladze i poprawionego wizerunku orła w naszym herbie. Resort kultury i Komisja Heraldyczna zapowiadają także poważne zmiany wyglądu korony orła. (…) Kwestią otwartą jest dodanie do korony krzyża. Byłoby to silnie umotywowane heraldycznie, jednak obawiamy się, że sprawa nabrałaby kontekstu politycznego – mówił „Rzeczpospolitej” jeden z urzędników”. Czy nadchodzi kolejna lewacka wojna z krzyżem, tym razem na koronie polskiego orła?

Przyznam, że to mocno irytująca postawa – modyfikowanie opowieści o zdarzeniach przeszłych w zależności od aktualnych koniunktur, sojuszy i aliansów politycznych, układu sił w parlamencie i poza nim. Przecież to tak, jakby ze względu na fakt, że jesteśmy w NATO, usunąć z podręczników bitwę pod Grunwaldem, bowiem w niej przeciwko wojskom Królestwa Polskiego stanęli niemieccy zakonnicy, wspierani przez Italczyków, Angielczyków, Francuzów i Flamandów. No przecież nie będziemy opowiadać naszym sojusznikom, żeśmy ciałami ich przodków zasłali grunwaldzkie łąki – mógłby powiedzieć jakiejś gazecie urzędnik poprawny politycznie. Drugą sprawą jest współczesna ignorancja heraldyczna. Bo tak naprawdę krzyż wieńczący koronę zamkniętą nie jest deklaracją wiary, nie należy bowiem widzieć go osobno. Krzyż stanowi integralny element insygnium władzy, jakim jest właśnie korona. Korona zamknięta musi mieć krzyż – tylko wtedy bowiem będzie mówić do widza: „Ten, który ma mnie na głowie, jest władcą suwerennym. Nad nim jest bowiem tylko Bóg”. Zamykanie koron i umieszczanie na nim krzyża oznaczało de facto zrywanie zależności od cesarzy rzymskich narodu niemieckiego, było deklaracją niezależności. Korona zamknięta była wizualizacją prawnej formuły „Rex imperatorem in regno suo”, król jest cesarzem w swoim królestwie, jest niezależny i suwerenny. A poza tym: korona zamknięta, bez krzyża, nie jest koroną, tylko książęcą mitrą.

Zaledwie kilka miesięcy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, bo już w sierpniu 1919 r. ustawowo symbolem Polski stał się orzeł biały w zamkniętej koronie zwieńczonej krzyżem. Skoro Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w związku z 100. rocznicą odzyskania niepodległości pracuje nad zmianami w symbolach narodowych, to czy te zmiany nie powinny zbliżać nas właśnie do symboli z tamtego okresu?

Fenomen II Rzeczpospolitej… Jak oni potrafili zajmować się wszystkimi pilnymi sprawami państwowymi jednocześnie… A wracając do meritum: podstawową zmianą powinno – nie musi być – przywrócenie Rzeczpospolitej herbu. Bowiem zgodnie z aktualnym stanem prawnym herb nie istnieje. Konstytucja z 1997 r. oraz ustawa ze stycznia 1980 r. mówią absolutnie niepoprawnie o godle. Tymczasem – i jest to rzecz na gruncie heraldyki zupełnie oczywista i bezdyskusyjna – godłem jest znak, symbol, w naszym przypadku Orzeł Biały. Godło umieszczone na tarczy tworzy wraz z nią herb. Godło może funkcjonować niezależnie od tarczy – na przykład na naszych współczesnych monetach. Natomiast „Orzeł Biały o uzbrojeniu złotym i w takiejż koronie w polu czerwonym” to jest herb. Czyli sanację sfery symboli narodowych należałoby zacząć od zmiany konstytucji, bez tego będziemy pudrować postkomunistyczne błędy. Bowiem zarówno ustawa z sierpnia 1919, jak i obie konstytucje II Rzeczpospolitej mówiły o herbie państwa. Dopiero stalinowska konstytucja – nielegalna zresztą – z 22 lipca 1952 r. wprowadziła na określenie herbu błędne pojęcie godła. Komunistom trudno się dziwić – byli ignorantami i z przyczyn ideologicznych herbów nie znosili. Natomiast konstytucja z 1997 powieliła rozwiązanie stalinowskie, deprecjonujące i negujące polską tradycję heraldyczną. Jeśli mam być szczery – wzór herbu z 1919 r. uważam za niepoprawny i niezgodny z ideą, która przyświecała tym, którzy Orła Białego w polu czerwonym przyjmowali za herb Królestwa Polskiego.

Na czym polega ta niepoprawność i niezgodność z ideą?

To obszerna opowieść, właściwie na odrębny artykuł. Mocno streszczając: za pierwszy herb Królestwa Polskiego uważa się ten umieszczony na pieczęci koronacyjnej króla Przemysława II z 1295 r. Pięknemu gotyckiemu orłowi, z dumnie uniesioną głową i drapieżnie rozwartym dziobem towarzyszy intrygująca legenda: Sam Najwyższy przywrócił zwycięskie znaki Polaków. Mówi ona wprost, że wcześniej Orzeł był znakiem Polaków. I faktycznie: o „znaku zwycięskiego orła” wspomina Wincenty Kadłubek, opisując bitwę Kazimierza Odnowiciela z Pomorzanami, czarne orły książąt śląskich widniały prawdopodobnie na tarczach i chorągwiach rycerstwa walczącego z Tatarami pod Legnicą. Ale Orzeł odrodzonego Królestwa jest biały. Właśnie dlatego, że jest odrodzony: to nawiązanie do z znanej z Fizjologusa legendy o orle, który odmładza się, lecąc w słońce – stąd uniesiona w górę głowa orła Przemysława, a następnie kąpie się w źródle – tu wyraźna aluzja do chrztu. W późniejszych wiekach Orzeł Biały traci drapieżny, dynamiczny wygląd, staje się cięższy, opuszcza głowę. Trochę jest tak, jakby w wyglądzie Orła odbijała się kondycja Królestwa: w wieku XVIII Orzeł cierpi wyraźnie na nadwagę, karleją mu skrzydła – nie sprawia wrażenia, jakby miał się wzbić do lotu i atakować swych wrogów. Dokładnie tak jak Rzeczpospolita. To, co powiedziałem, znaczy, że za najpiękniejszą uważam postać orła z czasów trzech ostatnich Piastów, ale nie znaczy, że odrzucam możliwości zmian w polskim godle. Na przykład wspaniale nową wizję państwa pokazał w projekcie herbu rząd narodowy w przeddzień Powstania Styczniowego.

Śledząc zadziwiającą wprost aktywność internautów, widać, że młodzi Polacy pragną orła dumnego, drapieżnego i wzbijającego się do lotu w zamkniętej koronie zwieńczonej krzyżem. Tymczasem z przecieków prasowych wynika, że „dobra zmiana” przewiduje, że: Prawdopodobnie korekcie poddany zostanie też wygląd orła. Ministerstwo chce modyfikacji korony, w której obecnie brakuje prześwitów, co heraldycy uważają za błąd. Czy dodanie prześwitów załatwia sprawę? Czy to wszystko, na co stać Polskę w stulecie odzyskania niepodległości?

Za dumnym i drapieżnym Orłem tęsknią nie tylko młodzi radykalni, ale również starsi i konserwatywni – jak ja. Nie, oczywiście że nie chodzi tylko o prześwity. Po kolei: Orzeł Biały ma mieć uzbrojenie złote, czyli dziób i łapy. Obecnie wygląda jak świeżo po wizycie u manicurzystki – ma złote tipsy na pazurkach. Dalej – i to już poważny błąd – przedziwne cieniowanie piór. Heraldyka nie znosi czegoś takiego, heraldyka to upraszczająca stylizacja godeł, a nie odwzorowywanie prawdziwych wizerunków. Srebrny (bo nie zapominajmy, że biel to barwny ekwiwalent metalu srebra), a nie cieniowany czy patynowany. Kolejna sprawa to przepaska na skrzydłach. Tradycyjnie była złota, zakończona liśćmi koniczyny – a jest biała, zakończona ni to rozetami, ni to gwiazdkami. We wzorcu graficznym (załącznik do ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej) Orzeł narysowany jest dość niechlujnie – ma nierównej długości pióra skrzydeł i nóg, łapa lewa (heraldycznie) jest krótsza od łapy prawej. Błędy są w zapisach ustawy. Heraldyczny język opisu herbu – zwany blazonowaniem – pomija pewne zwroty. Na przykład jeśli godło zwrócone jest w stronę prawą heraldyczną, to jest to położenie naturalne i nie mówi się o nim w opisie. I na koniec prześwity – tak, są konieczne przy koronie otwartej, przy koronie zamkniętej już nie, bo wtedy jest podbicie korony wypełniające przestrzeń między kabłąkami a fleuronami, czyli stylizowanymi promieniami korony. To szczegóły techniczne, można rzec – najistotniejsza jest sprawa przywrócenie herbu jako pojęcia prawnego oraz decyzja, czy wprowadzamy koronę zamkniętą jako znak suwerenności, czy też nie? Tu przykładem może być herb z okresu Powstania Listopadowego – Orzeł otrzymał wówczas koronę zamkniętą, bo była to demonstracja suwerenności o randze porównywalnej z detronizacją Romanowych.

Rozpoczynając naszą rozmowę, myślałem sobie, że świetnym pomysłem będzie akcja „Warszawskiej Gazety”, „Polski Niepodległej” i „Zakazanej Historii”, mająca na celu wywarcie na rządzących nacisku, który doda im odwagi, by przywrócili Polsce symbole narodowe, z których moglibyśmy być dumni. Kończę pesymistycznie, myśląc sobie, że cóż to za władza, na której trzeba wymuszać takie działania, spinając ją ostrogami i pobudzając do galopu? Wydaje mi się, że w porównaniu z II Rzeczpospolitą dzisiaj zupełnie odwróciły się role. Czy nie ma Pan profesor podobnych odczuć?

Od kilku lat mój podziw dla Polaków żyjących w okresie II Rzeczpospolitej i admiracja dla ich osiągnięć stale rosną. Faktycznie oni byli – używając słów Pisma – gorący, my przy nich jesteśmy ledwie letni. Ale tym bardziej należy wspierać, czy nawet stymulować, wszelkie akcje, które są dobrze przygotowane  merytorycznie, ale które podnoszą temperaturę debaty społecznej i skłaniają rządzących do żwawszych ruchów. Dlatego ja nadal uważam pomysł z akcją przypominania o znaczeniach – zarówno symbolicznych, jak i społecznych – symboli narodowych za bardzo dobry. Niedługo będzie Dzień Flagi i Święto Konstytucji 3 Maja i znów niektórzy – zwłaszcza politycy – zaczną przypinać „kotyliony” (o zgrozo!) o nieprawidłowym układzie barw. Niestety coraz bardziej widoczną złą cechą demokracji jest przekonanie, że ilość może przejść w jakość, a liczba otrzymanych głosów przekłada się w jakiś cudowny sposób na nieomylność. Najlepszym przykładem fatalnej ustawy, z której aż bije w oczy ignorancja racjonalnego rzekomo ustawodawcy, jest niestety wspomniana ustawa o godle (błąd już w tytule!), barwach i hymnie. Stulecie niepodległości to dobra, bardzo dobra okazja, żeby napisać porządne, zgodne z opartą na źródłach wiedzą historyczną, prawo regulujące kwestie polskich symboli narodowych. Tak przy okazji: zawsze zastanawiałem się, dlaczego pominięto czwartą zwrotkę „Mazurka Dąbrowskiego” (ta o ojcu i Basi jest piąta). Jest piękna – prawie jak pierwsza – i niezmiennie aktualna: Niemiec, Moskal nie osiądzie, gdy jąwszy pałasza, hasłem naszym zgoda będzie i Ojczyzna nasza.

Z prof. Tomaszem Panfilem, polskim historykiem, nauczycielem akademickim, doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, profesorem nadzwyczajnym KUL oraz członkiem Społecznego Trybunału Narodowego rozmawia Mirosław Kokoszkiewicz.

Gazeta Warszawska

This entry was posted in Aktualności. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *