Czy Ukraina szanuje Polskę?

Uważnie się przyglądamy zachowaniu naszego wschodniego sąsiada. Obserwujemy głównie czyny, bowiem czyny się liczą, a nie gry i umizgi, które mają na celu zacieranie lub wymazywanie rzeczywistych intencji. Chcemy wiedzieć, czy nasz sąsiad ma dobrą wolę, czy traktuje nas, Polaków, jako partnerów, których szanuje i liczy się z nami, czy też wykorzystuje nas dla swoich celów, ignorując nasze prośby, uwagi i stanowiska. Spójrzmy na bieg rzeczy obiektywnie, nazywając je po imieniu.
Wciąż żyjemy w cieniu wielkiej tragedii, ukraińskiego ludobójstwa, jakiego dokonały na Polakach w czasie drugiej wojny światowej nazistowsko-faszystowskie formacje: Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, mordując ok. dwustu tysięcy naszych rodaków. Do dziś nie możemy się otrząsnąć z tej straszliwej zbrodni. Do dziś nasze matki i siostry opłakują śmierć w porażających męczarniach swoich ojców, braci i synów.

Kurczą się i wciąż łkają, widząc przed sobą zmasakrowane ciała najbliższych, poodcinanie siekierami głowy, porżnięte piłami ręce i nogi, wydłubane oczy i wyjęte kobietom spod serca płody. Nie wiedzą często, gdzie są ich groby. A w dołach śmierci leżą do dnia dzisiejszego nierozpoznane ofiary. I od lat nie możemy się doprosić Ukraińców, by wreszcie ten tragiczny fragment dziejów uporządkować zgodnie z normami cywilizacji łacińskiej. By każda z tych ofiar miała swój grób, a nad każdym grobem pojawił się krzyż i tabliczka identyfikacyjna. By nad dołami śmierci wyrosły pomniki z prawdziwymi inskrypcjami. Powiadam z prawdziwymi, bo do tej pory władze ukraińskie nie pozwalają, by zgodnie z prawdą na tych tabliczkach znalazły się napisy, kto, kiedy i w jakich okolicznościach dokonał tych mordów. By wreszcie rodziny ofiar mogły zapalić tam świeczki i oddać się modlitwie. Ale nie mogą, bo władze ukraińskie nie mają dobrej woli. Wciąż ofiary ludobójstwa wołają z ciemności o prawdę, sprawiedliwość, pomoc i chwilę zadumy. A tam, gdzie udało się postawić im pomniki, przyszli zwyrodnialcy, sprofanowali je i zburzyli, jak to się stało w Hucie Pieniackiej. Do tej pory strona ukraińska nie wykryła sprawców.

Nie wykryła także innych sprawców, choćby tych, którzy ponad dwa lata temu pobili polskiego artystę z Żytomierza, Wiktora Szpakowskiego, syna żołnierza Wileńskiej Brygady AK i propagatora polskiej historii. Jak więc się mają czuć Polacy, kiedy po tylu latach od tych przerażających aktów zbrodni lub bandyckich napadów nadal widzą mrożące krew w żyłach dowody nienawiści i grozy. I co gorsza, widzą, jak na ironię, wbrew logice i wszelkim normom moralnym, jak rosną ogromne pomniki zbrodniarzy na dawnej polskiej ziemi. Widzą największego mordercę, Stepana Banderę, któremu cześć oddają kolejne pokolenia młodych okłamywanych Ukraińców. Widzą to i serce im się kraje. Bo młodym Ukraińcom nie mówi się prawdy, że to okrutny zbrodniarz, tylko się wbija w głowy, że to największy ich bohater. To tak, jakby Niemcy uznali Hitlera za największego herosa i czcili go łukami triumfalnymi. Ale Niemcy tego nie czynią. Rozliczyli się z nazizmem. Ukraińcy tego nie zrobili. Wprost przeciwnie – budują na polskiej krwi swoją tożsamość. Czy tak się kształtuje dobrosąsiedzkie relacje?

Czy tak się tworzy przyjaźń między narodami? Nic dziwnego, że nie wytrzymał już tego nawet Jarosław Kaczyński, który cierpliwie i długo znosił zbrodniczą edukację kijowskiej władzy, sprzyjał jej bezkrytycznie, wspierał Majdan i darzył Ukraińców dużym zaufaniem, ale i on nie mógł już dłużej patrzeć na te cyniczne zachowania i wypowiedział owe słynne i ważne słowa: Nie możemy przez lata zgadzać się, by na Ukrainie budowano kult ludzi, którzy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa, i to takiego, że choć trudno było przebić w okrucieństwie Niemców, to oni ich przebili. Krótko mówiąc, to sprawa pewnego wyboru Ukrainy. Powiedziałem wyraźnie panu prezydentowi Poroszence, że z Banderą to oni do Europy nie wejdą. To jest sprawa dla mnie jasna, bo wykazaliśmy ogromną cierpliwość, ale są jej granice. I w porządku, to godny, mądry i uczciwy głos. Tylko czy słyszalny na Ukrainie?! Nie, niesłyszalny. Nikt się tym głosem nie przejął.

Nikt się z nim nie liczy. Bo oto tamtejszy IPN pod wodzą kłamcy historycznego, manipulatora i fałszerza, Wołodymyra Wiatrowycza, zainaugurował uroczyste obchody 75. rocznicy powstania zbrodniczej UPA, czyli uczcił Banderę i jego bandę, która mordowała Polaków. I nadal czcić będzie głośno, wśród fanfar i cerkiewnych dzwonów. A jak się zachował polski rząd? Nijak, jakby głos prezesa PiS-u niewiele i tutaj znaczył. A przecież mogły nasze władze ostro i kategorycznie zareagować, powtarzam, ostro i kategorycznie, choćby zakazem wjazdu tego kłamcy historycznego do Polski.

Choćby uznaniem przez MSZ Wiatrowycza za persona non grata. Ale nie uczyniły tego. Bo nie są silne. Są słabe. A ze słabymi nikt się nie liczy. Jeśli do tego dodamy napływającą nielegalnie do Polski broń z Ukrainy, trzeba zacząć się bać, biorąc pod uwagę dwa miliony Ukraińców w naszym kraju. Bo do czyich rąk ta broń trafi, jeśli nie do rąk ukraińskich?

www.srokowski.art.pl

This entry was posted in Banderowskie ludobójstwo. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *